niedziela, 30 sierpnia 2015

Pierwsze wrażenia....


Dziś cofam się do zapisków „dnia pierwszego”, żeby i czytelnikom tego bloga dać ogląd tych pierwszych wrażeń.... Więc moi Drodzy tym razem nie będzie nowych wiadomości, ale za to bardziej sensoryczne...!

A było tak:

 
 
„15.30 czasu lokalnego.... wysiadam na lotnisku i...........upał jak na pustyni śmierci! Odprawa. Mam wrażenie że znajduję się na stacji podrzędnego dworca kolejowego z lat pe-er-elu. Nikt nie sprawdza książeczki obowiązkowych szczepień. Jest za to skrupulatne wypełnianie formularza dotyczącego „wirusa Ebola”. Policjant nie umie znaleźć w moim paszporcie wizy wjazdowej. Pomagam mu. Zdjęcie, odciski palców – światowy standard! „Witamy w Burkina Faso”. Mogę iść po odbiór bagaży. Jakiś mężczyzna z wózkiem na bagaże oferuje mi pomoc. Nie odmawiam, podejrzewam że może pomóc mi przeprowadzić walizki ”obok” sprawdzających celników. Rzeczywiście załatwia to jednym porozumiewawczym skinięciem głowy w ich stronę. Kosztuje mnie to 2000 cfa - niecałe 5€. Przed lotniskiem czeka ktoś z kartka z napisem ”Zbigniew” – ksiądz Louis, ekonom diecezji. Są też dwie studentki, siostry – moje uczennice z poprzedniej misji. Nie ma czasu by porozmawiać. Odjeżdżamy niemal natychmiast załatwiać kilka spraw w ”mieście”. Z telefonu Louis dzwonie do konsula, znajomego z Soubre, informując że jestem. Ma dostarczyć mi moje rzeczy, które powierzyłem mu przed opuszczeniem Soubre. Zajeżdżamy pod katedrę. Mój przewodnik ma sprawę do załatwienia w drukarni. Ksiądz dyrektor obdzwania kilka instytucji i odsyła nas pod konkretny adres – u niego nie można zrobić kopii planu miasta Koudougou (moje miasto docelowe) - zbyt duży format. Domyślam się, że biskup potrzebuje dokładnego planu miasta w związku z podziałem parafii. Zapytany o to Louis, potwierdza. Chwilę kluczymy po ulicach stolicy. Odnajdujemy wskazany urząd. Ponownie dziwi mnie przeżyczliwy, uprzejmy sposób odnoszenia się do interesantów. Również styl języka francuskiego jest uderzająco inny, kulturalniejszy niż na Wybrzeżu. Sprawy nie da się załatwić od ręki. Ponownie dzwonię do konsula. Nie da rady przyjechać. Ktoś z rodziny miał właśnie wypadek drogowy i konsul jedzie do szpitala.

Zbliża się osiemnasta gdy opuszczamy stolicę. Zrobiła na mnie mieszane wrażenie. Zapewne muszę tu wrócić, by napisać coś co nie ograniczy się jedynie do porównywania Ouagadougou (stolica) z Abidjanem.

Jeszcze chwila postoju na stacji benzynowej. Louis kupuje paliwo i wodę. Do Koudougou mamy około stu kilometrów. Ja pytam chłopaków doładowujących kredyt w telefonach na kartę, czy mają kartę sim z jakimkolwiek numerem. Oficjalnie nie można tego kupić bez zarejestrowania numeru na nazwisko użytkownika! Nie mają, ale wiedzą kto ma. Po trzech minutach i 1000cfa jestem posiadaczem numeru firmy Telecel. Louis również daje chłopakom 1000cfa – okazuje się, że są to jego „bracia,” czyli chłopaki z tej samej wioski.

W drodze do Koudougou przyglądam się krajobrazom, jakże innym niż te do których jestem przyzwyczajony od 24 lat. Deszcz nie padał tu od końca września. Burawo-żółty krajobraz, z rachitycznymi drzewkami porozrzucanymi to tu to tam, aż po kraniec płaskiego widnokręgu. Coś jak koryta wysuszonych rzek czekające deszczowej pory? Od czasu do czasu jakieś siedlisko domków w kolorze ziemi. Natura przypomina mi gdzie jestem, jeszcze i przez to charakterystyczne zjawisko: noc zapada tu w niespełna 30 minut od zachodu słońca. Minęła 18:45 i jest noc.
Około 19.30 dojeżdżamy do celu: Prokura misyjna obok katedry w Koudougou – ośrodek diecezjalny w którym mam zamieszkać jakiś czas....
Szybka kąpiel i wyjazd na kolację do Biskupa. Jest oprócz nas jeszcze trzech księży: Wikariusz Generalny, Sekretarz biskupa i odpowiedzialny za Caritas. Atmosfera bardzo sympatyczna. Biskup zaprasza mnie bym jutro towarzyszył mu w wyjeździe na wioskę i zapewnia mnie, że droga jest asfaltowa. Czyżby dostrzegł chwilę wahania wywołanego bezwiednie przez moje doświadczenia „wyjazdów na wioski oddalone o dziesiątki kilometrów”? Chętnie przyjmuje zaproszenie.

Po dwudziestej drugiej powrót na Prokurę. Pokój klimatyzowany, zakurzony, wymagający gruntownego szorowania, malowania (bez szczegółów o prysznicu i toalecie....). Czuję się już w pełni ”z powrotem”. Łóżko ok. Poduszki brak. Pościel – jedno prześcieradło. Szczęśliwy traf! Po raz pierwszy w życiu przywiozłem swój ”zogówek”. Przyleciał ze Stanów w paczce jako ”ochrona sprzętu elektronicznego”, i w tej samej roli zmieścił się w walizce. Nie muszę zwijać w rulon mojego dużego kąpielowego ręcznika, posłuży za pokrycie podstarzałego materaca. Wszystko się tak fajnie układa! Jest za co dziękować Bogu w wieczornej modlitwie.  Około północy ucina mi się film z napisem Witamy w Burkina Faso.”


 

środa, 15 lipca 2015

Początek....

W czasie oficjalnej rozmowy z biskupem dowiedziałem się, że z dwóch placów do wyboru pod nowa parafię, pozostał tylko jeden. Biskupstwo jest w trakcie załatwiania dokumentów własności, ponieważ jest problem z częścią terenu. Poprzedni burmistrz miasta sprzedał cześć terenu dwukrotnie: najpierw dużą parcelę wspólnocie katolickiej, a później, cześć tej parceli jakiejś wspólnocie protestanckiej. Ponoć sprawa będzie rozwiązana polubownie w najbliższym czasie. Skorzystałem z okazji, żeby zobaczyć teren. Towarzyszyli nam: proboszcz parafii katedralnej i ekonom diecezjalny. Kilku odpowiedzialnych za wspólnotę katolicka w tej dzielnicy miasta, uprzedzonych o naszej wizycie, czekało by nas przywitać i oprowadzić.

Teren, wielkości około półtora hektara, położony jest na szczycie jednego z wyższych,  nielicznych wzniesień w mieście i okolicy. Kamienisto-żwirowy, pusty, wypalony słońcem.
Wybudowano już tutaj dom dla katechisty (przy każdej parafii biskup ustanawia katechistów)  i dość dużą salę spotkań. Oba te budynki są ogrodzone. Obok sali, po drugiej stronie ogrodzenia, jest Grota Matki Boskiej z Lourdes z kilkunastoma betonowymi ławkami. Nasi gospodarze prowadzili rozmowę niemal wyłącznie w języku ”more”. Wikariusz Generalny był moim tłumaczem. Gdy ja zabrałem głos na pożegnanie, okazało się że moi rozmówcy rozumieją francuski. Wierni sprawili na mnie wrażenie “zdeterminowanych” do tego, aby mieć tu kościół. Katedra oddalona jest o 4 kilometry od tego miejsca. Zobligowaliśmy ich do szukania domu do wynajęcia, bym mógł się przeprowadzić bliżej. Co do reszty mamy oczekiwać rozporządzeń biskupa.

W niedzielę 31 maja 2015 wszystkie parafie Koudougou zgromadzone były na mszy w katedrze na zakończenie “Diecezjalnego Roku Rodziny”. Biskup wykorzystał tę okazję by przedstawić swój projekt podziału parafii katedralnej i utworzenia nowej parafii. Przedstawił również mnie jako reprezentanta Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów, które ma podjąć się tego zadania. Od tego momentu możemy chyba uważać, że sprawa nabrała oficjalnego toku. 


Lokalizacja terenu i widok z góry na parcelę


A to widok z bliska i parafianie

 




niedziela, 14 czerwca 2015

......z Nawa do.........Koudougou....!

Otóż Moi Drodzy obiecany ciąg dalszy......
 
Minęły dziś trzy tygodnie...... od mojego przylotu do Burkina Faso, gdzie nasza Prowincja podjęła się utworzenia nowej parafii, zakładając tym samym pierwszą klaretyńską placówkę w kolejnym afrykańskim kraju.
 
Po południu w piątek 22.05.2015 wysiadłem na lotnisku w stolicy Burkina Faso - Ouagadougou. Czekał na mnie ekonom diecezji Koudougou.
Wczesnym wieczorem dojechaliśmy do Koudougou, miasta oddalonego o około 100 km. To tu ma powstać nasza parafia poprzez podział parafii katedralnej. Będzie to czwarta parafia w mieście. Na kolacje zaproszeni byliśmy do biskupa. W sobotę, natomiast biskup zabrał mnie ze sobą na poświecenie kaplicy i bierzmowanie w wiosce oddalonej o 65 km. W drodze powrotnej wstąpiliśmy, niezapowiedziani, do parafii prowadzonej przez międzynarodową ekipę oo. Franciszkanów Konwentualnych. I tak w ramach "niespodzianki"  poznałem dwóch misjonarzy Polaków pracujących w tej parafii.
 
Obecny status? Jestem gościem w prokurze misyjnej. A poniżej kilka zdjęć.....
 

 Dawna siedziba biskupa.
 

 
 Katedra
 
 
Św. Augustyn i grota przy katedrze.
 

 Po lewej moje mieszkanie (ostatnie drzwi). A po prawej - kuchnia w której gotuje się dla nas (14 osób) posiłki.
 
 
 

 
 





wtorek, 2 czerwca 2015

Konsekracja kościoła.....tym razem historia w obrazach...

Krótki artykuł z opisem:
http://www.zyciezakonne.pl/klaretyni-konsekracja-nowego-kosciola-na-wybrzezu-kosci-sloniowej-48606/




 













czwartek, 30 kwietnia 2015

Lipiec 2014 – luty 2015

Łańcuch nie kończących się robót: tynkowanie słupów w kościele; kładzenie kafelek w prezbiterium, wykładanie ołtarza marmurem; montaż szyb w dolnych oknach kościoła; kładzenie chodników (w całości powierzone naszemu klaretyńskiemu seminarzyście przybyłemu na roczny staż do Soubre); malowanie kościoła wewnątrz i na zewnątrz; ”SUPER kolekta specjalna” na budowę kościoła w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15.08); malowanie czterdziestu rysunków z życia Jezusa Chrystusa na murze ściany wejściowej kościoła; wykończenie filarów i zakładanie światła w kościele; październik - przyjazd księdza wikarego; rozpoczęcie budowy ”GROTY  FATIMSKIEJ” w kształcie drzewa – przypadkowo przypada na 13 Października!!! 
Pan Jacek wyjeżdża do innego miasteczka gdzie będzie wykonywał ławki do naszego kościoła. (niewyobrażalna sprawa: nie udaje nam się znaleźć odpowiedniej ilości drewna na około 134 ławek !); montaż górnych okien; kładzenie kafelek w kościele (ponad 800 metrów kwadratowych); zakładanie nagłośnienia w kościele; montaż świetlnego węża na krzyżu ściany frontowej; święta Bożego Narodzenia; montaż krzyża z figurą Chrystusa w ścianie za ołtarzem (3.20m);  wykonanie ołtarzy bocznych: ”Święty Kościół Katolicki” i ”Boże Miłosierdzie”; rozpoczęcie obchodów tygodnia przygotowania do świętą konsekracji; kładzenie kafelek i instalacja mebli w zakrystiach; przyjazd Jacka i składanie kilkunastu gotowych ławek; 
Sam zrobiłem napis!

13.02.2015 – błogosławieństwo groty,
14.02.2015 – przyjazd O. Prowincjała,
15.02.2015 – konsekracja kościoła, pożegnanie odchodzącego i instalacja kanoniczna nowego proboszcza,
20.02.2015 – w towarzystwie ojca Prowincjała opuszczam moja misję i parafię w Soubre po 15 latach i 4 miesiącach.

Cytat z mojego pożegnania z parafianami:
”Sługami nieużytecznymi jesteśmy! Niech Bóg będzie uwielbiony w moim życiu i w życiu każdego z was. Niech chwała boża i miłość do Bożej Matki rozbrzmiewają w murach tego kościoła i poprzez świadectwo życia ”żywego kościoła” którym wy:  parafianie i parafianki Matki Boskiej Różańcowej,  jesteście.”

Ciąg dalszy nastąpi....

I zapowiada się interesująco ! Trzeba nam będzie jednakże pomyśleć o zmianie nazwy blogu. 

czwartek, 26 marca 2015

....2014....2015??

Dokładnie rok temu, 25.03.2014 dumałem sobie o mijającym czasie siedząc na lotnisku w Brukseli. Dziękowałem wam za spotkania, którymi wypełniony był mój rok sabatyczny. Dziś, w święto Zwiastowania Pańskiego, siedząc na plebani u mojego brata Włodka, chce podziękować Bogu i Matce Bożej za to co wydarzyło się w czasie tego roku.


Może zrobię to tak:    Kronika wydarzeń minionego roku.

Marzec 2014 – mój powrót na misję w Soubre. Radość parafian i kłopoty z biskupem.
Niedziela Palmowa – wizyta siostry Małgorzaty Tomasiak i pana Jacka Trzcinskiego. Powierzenie prac przy budowie i zbiórki ofiar na budowę Matce Boskiej z Guadelupe.
Kwiecień – maj – czerwiec: intensywne prace przy kościele. Zakończenie sufitu w kościele; malowanie wapnem zewnętrznych murów kościoła; przygotowanie dróżek ogrodu różańcowego pod kładzenie bruku.  Niespodziewane ostrzeżenie: nie masz już chłopie trzydziestu ni czterdziestu lat!
Czerwiec - tworzę ekipę z czwórką świeckich (dwa małżeństwa) dla przemyślenia wszystkiego, co wiąże się z pracami wykończeniowymi i konsekracją  kościoła. Pożegnanie wikarych: Ks. Tomasz wraca do Bouafle, Ks. Wojciech Kobyliński wyjeżdża  do pracy w Polsce.
Lipiec - powrót brata Jana z Polski; przybycie pana Jacka na misje (pan Jacek to świecki wolontariusz, ”złota rączka”, pomagający od lat misjonarzom w rożnych krajach Afryki).




niedziela, 24 sierpnia 2014

....i......

Znów mnie zamilkło na dłuższy czas. Już chyba nie będę składał deklaracji o systematycznym pisaniu. (Potem ma się tylko wyrzuty sumienia, że znów nie wyszło tak, jak chciało by się żeby było...) 

Przychodzi mi wybrać między tematem: codzienne życie na misji i problemem "Ebola" 

Ebola – następna "plaga" która spadła na bidną Afrykę. Pierwsza myśl to retoryczne narzucające się pytanie: czy aby nie jakieś eksperymenty biologiczne... Na to się nie da odpowiedzieć.

Trzy sąsiadujące z Wybrzeżem kraje są dotknięte. Aż dziw bierze, że jeszcze nie my! 
Tak czy inaczej od końca marca obowiązuje zakaz spożywania dziczyzny - choroba przenoszona jest również przez gryzonie. Tym sposobem odpadło nam z "menu" przepyszne "aguti". 

Początkowo ludzie nie brali zagrożenia na poważnie, ale dziś atmosfera  niepewności zaczyna się szerzyć. Oficjalnie w kraju jeszcze nie stwierdzono zachorowań. W światku lekarskim różnie komentuje się oficjalne wiadomości telewizji rządowej. Ostatnio w dzienniku TV odradzono ludziom podawania sobie reki. 
W naszej diecezji jeszcze przed świętem Wniebowzięcia poszło ustne rozporządzenie biskupa o pominięciu rytu przekazywania pokoju w czasie mszy świętej i o podawaniu komunii świętej jedynie na rękę. Oczywiście odpowiedzialny dziekan nie przekazał mi informacji i dopiero na dzisiejszych mszach wprowadziłem rozporządzenie w życie. A czas był najwyższy, bo zauważyłem że co niektórzy wierni wychodzili na zewnątrz tuż po "Ojcze nasz"  by  wrócić po komunii świętej. To cień lęku przed zaraza. Może nasze zabiegi pomogą ludziom przejąć się sytuacją zanim będzie za późno.
Ja zastanawiam się czy nie poprosić lekarza, parafianina, o podanie z ambony szczegółowych informacji o chorobie i o tym jak trzeba się zachować w razie podejrzeń zachorowania.

To tyle na dziś. Poczytajcie sobie o Eboli na linku:
 http://www.medycynatropikalna.pl/chorobazakazna/75/goraczka-krwotoczna-ebola

Następne wieści będą o bardziej codziennej codzienności - czyli budowie i ogródku w doniczkach.