wtorek, 2 czerwca 2015

Konsekracja kościoła.....tym razem historia w obrazach...

Krótki artykuł z opisem:
http://www.zyciezakonne.pl/klaretyni-konsekracja-nowego-kosciola-na-wybrzezu-kosci-sloniowej-48606/




 













czwartek, 30 kwietnia 2015

Lipiec 2014 – luty 2015

Łańcuch nie kończących się robót: tynkowanie słupów w kościele; kładzenie kafelek w prezbiterium, wykładanie ołtarza marmurem; montaż szyb w dolnych oknach kościoła; kładzenie chodników (w całości powierzone naszemu klaretyńskiemu seminarzyście przybyłemu na roczny staż do Soubre); malowanie kościoła wewnątrz i na zewnątrz; ”SUPER kolekta specjalna” na budowę kościoła w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15.08); malowanie czterdziestu rysunków z życia Jezusa Chrystusa na murze ściany wejściowej kościoła; wykończenie filarów i zakładanie światła w kościele; październik - przyjazd księdza wikarego; rozpoczęcie budowy ”GROTY  FATIMSKIEJ” w kształcie drzewa – przypadkowo przypada na 13 Października!!! 
Pan Jacek wyjeżdża do innego miasteczka gdzie będzie wykonywał ławki do naszego kościoła. (niewyobrażalna sprawa: nie udaje nam się znaleźć odpowiedniej ilości drewna na około 134 ławek !); montaż górnych okien; kładzenie kafelek w kościele (ponad 800 metrów kwadratowych); zakładanie nagłośnienia w kościele; montaż świetlnego węża na krzyżu ściany frontowej; święta Bożego Narodzenia; montaż krzyża z figurą Chrystusa w ścianie za ołtarzem (3.20m);  wykonanie ołtarzy bocznych: ”Święty Kościół Katolicki” i ”Boże Miłosierdzie”; rozpoczęcie obchodów tygodnia przygotowania do świętą konsekracji; kładzenie kafelek i instalacja mebli w zakrystiach; przyjazd Jacka i składanie kilkunastu gotowych ławek; 
Sam zrobiłem napis!

13.02.2015 – błogosławieństwo groty,
14.02.2015 – przyjazd O. Prowincjała,
15.02.2015 – konsekracja kościoła, pożegnanie odchodzącego i instalacja kanoniczna nowego proboszcza,
20.02.2015 – w towarzystwie ojca Prowincjała opuszczam moja misję i parafię w Soubre po 15 latach i 4 miesiącach.

Cytat z mojego pożegnania z parafianami:
”Sługami nieużytecznymi jesteśmy! Niech Bóg będzie uwielbiony w moim życiu i w życiu każdego z was. Niech chwała boża i miłość do Bożej Matki rozbrzmiewają w murach tego kościoła i poprzez świadectwo życia ”żywego kościoła” którym wy:  parafianie i parafianki Matki Boskiej Różańcowej,  jesteście.”

Ciąg dalszy nastąpi....

I zapowiada się interesująco ! Trzeba nam będzie jednakże pomyśleć o zmianie nazwy blogu. 

czwartek, 26 marca 2015

....2014....2015??

Dokładnie rok temu, 25.03.2014 dumałem sobie o mijającym czasie siedząc na lotnisku w Brukseli. Dziękowałem wam za spotkania, którymi wypełniony był mój rok sabatyczny. Dziś, w święto Zwiastowania Pańskiego, siedząc na plebani u mojego brata Włodka, chce podziękować Bogu i Matce Bożej za to co wydarzyło się w czasie tego roku.


Może zrobię to tak:    Kronika wydarzeń minionego roku.

Marzec 2014 – mój powrót na misję w Soubre. Radość parafian i kłopoty z biskupem.
Niedziela Palmowa – wizyta siostry Małgorzaty Tomasiak i pana Jacka Trzcinskiego. Powierzenie prac przy budowie i zbiórki ofiar na budowę Matce Boskiej z Guadelupe.
Kwiecień – maj – czerwiec: intensywne prace przy kościele. Zakończenie sufitu w kościele; malowanie wapnem zewnętrznych murów kościoła; przygotowanie dróżek ogrodu różańcowego pod kładzenie bruku.  Niespodziewane ostrzeżenie: nie masz już chłopie trzydziestu ni czterdziestu lat!
Czerwiec - tworzę ekipę z czwórką świeckich (dwa małżeństwa) dla przemyślenia wszystkiego, co wiąże się z pracami wykończeniowymi i konsekracją  kościoła. Pożegnanie wikarych: Ks. Tomasz wraca do Bouafle, Ks. Wojciech Kobyliński wyjeżdża  do pracy w Polsce.
Lipiec - powrót brata Jana z Polski; przybycie pana Jacka na misje (pan Jacek to świecki wolontariusz, ”złota rączka”, pomagający od lat misjonarzom w rożnych krajach Afryki).




niedziela, 24 sierpnia 2014

....i......

Znów mnie zamilkło na dłuższy czas. Już chyba nie będę składał deklaracji o systematycznym pisaniu. (Potem ma się tylko wyrzuty sumienia, że znów nie wyszło tak, jak chciało by się żeby było...) 

Przychodzi mi wybrać między tematem: codzienne życie na misji i problemem "Ebola" 

Ebola – następna "plaga" która spadła na bidną Afrykę. Pierwsza myśl to retoryczne narzucające się pytanie: czy aby nie jakieś eksperymenty biologiczne... Na to się nie da odpowiedzieć.

Trzy sąsiadujące z Wybrzeżem kraje są dotknięte. Aż dziw bierze, że jeszcze nie my! 
Tak czy inaczej od końca marca obowiązuje zakaz spożywania dziczyzny - choroba przenoszona jest również przez gryzonie. Tym sposobem odpadło nam z "menu" przepyszne "aguti". 

Początkowo ludzie nie brali zagrożenia na poważnie, ale dziś atmosfera  niepewności zaczyna się szerzyć. Oficjalnie w kraju jeszcze nie stwierdzono zachorowań. W światku lekarskim różnie komentuje się oficjalne wiadomości telewizji rządowej. Ostatnio w dzienniku TV odradzono ludziom podawania sobie reki. 
W naszej diecezji jeszcze przed świętem Wniebowzięcia poszło ustne rozporządzenie biskupa o pominięciu rytu przekazywania pokoju w czasie mszy świętej i o podawaniu komunii świętej jedynie na rękę. Oczywiście odpowiedzialny dziekan nie przekazał mi informacji i dopiero na dzisiejszych mszach wprowadziłem rozporządzenie w życie. A czas był najwyższy, bo zauważyłem że co niektórzy wierni wychodzili na zewnątrz tuż po "Ojcze nasz"  by  wrócić po komunii świętej. To cień lęku przed zaraza. Może nasze zabiegi pomogą ludziom przejąć się sytuacją zanim będzie za późno.
Ja zastanawiam się czy nie poprosić lekarza, parafianina, o podanie z ambony szczegółowych informacji o chorobie i o tym jak trzeba się zachować w razie podejrzeń zachorowania.

To tyle na dziś. Poczytajcie sobie o Eboli na linku:
 http://www.medycynatropikalna.pl/chorobazakazna/75/goraczka-krwotoczna-ebola

Następne wieści będą o bardziej codziennej codzienności - czyli budowie i ogródku w doniczkach.

sobota, 23 sierpnia 2014

Powrót do Afryki...

i do budowy kościoła.... Wiele zostało już zrobione i sporo zostało do zrobienia.
W kwietniu było tak:

Rozpoczęliśmy prace we wnętrzu.

 
Teraz jeszcze chrzcielnica z ..... miski i kaplica Trójcy Świętej. Zastanawiam się nad prostymi symbolami, które można by umieścić na ścianie....
 
 
Pozdrowienia dla wszystkich!!

 

czwartek, 27 marca 2014

Już z lotniska!

Cześć moi “blogowicze”!
Mam pięć godzin do wejścia na pokład samolotu z Brukseli do Abidjanu. Dużo czasu. Jeszcze nigdy tak długo nie musiałem czekać. No to niech będzie “myśl o czasie”.
“Jak szybko ten czas ucieka…” Oczywiście nie jest to moja oryginalna myśl, ale ta wyłuskana, zapamiętana z mnóstwa spotkań, które są już za mną. Ciekawe, że nie tylko moi bliscy i znajomi jak ja “po pięćdziesiątce” z nutką nostalgii czy żalu, jakby zapatrzeni w teraźniejszość co właśnie staje się przeszłością, wygłaszali tę prawdę : Ale ten czas szybko leci!  Mówiły to i dwudziestolatki! Czyżby jakaś akceleracja cywilizacyjna, bo ja w ich wieku….! A skoro tak wspólnie o tym wiemy że “przeleciało” to chyba tym bardziej trzeba by było, świadomie, jak najwięcej tych chwil zatrzymać. 
 
Tak więc szybko minęło mi te dziesięć miesięcy roku sabatycznego i spieszno mi wracać. Tak, spieszno mi wracać, bo czas szybko ucieka i robota czeka…. No, chyba nie muszę tłumaczyć, że to nie o robotę się rozchodzi, nie ona pogania ale…. marzenia! Wypoczął duch i ciało, i znów chce mi się marzyć, i mam nowe marzenia. Marzy mi się …
Co mi się marzy to się wydarzy…. Nie to chciałem napisać, ale się napisało -  niech jest taka odpustowa rymowanka, dlaczego nie? A o tym co mi się marzy napiszę w najbliższej przyszłości, bo tekst na blog ma być krótki.
A dziś, namawiając was by nie smucić się tym, iż czas przemija nieubłaganie, chcę każdemu z was spotkanych na drogach: Niemiec, Anglii, Stanów i domu jakim jest dla mnie Polska, podziękować za wspólnie spędzone dobre chwile. A tych z was, których właśnie z braku czasu spotkać nie zdołałem przepraszam, z nadzieja że już jestem usprawiedliwiony.
Niech Pan czasu i wieczności nas strzeże…. A my, dajmy się mu prowadzić.
Pa.
Z lotniska w Brukseli. 25.03.2014 10h00 – 11h07
 
…. I co ja mam robić jeszcze 3 godziny? Wiem! Idę coś zjeść!

wtorek, 25 marca 2014

Brooklyn, parafia Matki Boskiej Pocieszenia. Wrzesień 2013 – luty 2014.... cz.2

Kościół emigrantów w państwie emigrantów. Nie wiem, czy ktoś próbował analizować rolę jaką odegrały poszczególne religie i kościoły w kształtowaniu tego państwa? Czy ktoś opisał wkład kościelnych instytucji w formacje pokoleń amerykańskich obywateli, w większości ludzi oderwanych od ich ojczystych korzeni i przesadzonych do nowej rzeczywistości? Jak rozumieć nieodparte parcie do posiadania własnego kościoła parafialnego przez wszystkie przybywające tu nacje i wyznania? (przypomnę że w tamtej epoce msza była sprawowana wszędzie w języku łacińskim a jedynie  kazania były w językach narodowych). A może właśnie to, iż kościół pomagał im nie zagubić ich tożsamości, ich odrębności, stworzyło niepowtarzalny fenomen „tygla świata”?
Na pierwszej porannej mszy w naszym kościele, w języku polskim, gromadzi się niewiele osób. Ale za to niemal zawsze są reprezentowane przynajmniej trzy, czasami cztery narodowości. Polacy oczywiście rzecz jasna są, jest Meksykanin i kobieta ze „spaniszy” (hiszpańskojęzyczna), jest Amerykanin i czasami jest jeszcze mężczyzna – nie wiem, Koreańczyk albo Wietnamczyk, ...na polskiej mszy. Na angielską, pół godziny po polskiej widać przyjść nie mogą więc są z Polakami.
Tyle nowych doświadczeń, a ile jeszcze do poznania! Trzeba by tutaj pożyć i popracować dużo dłużej by „widzieć jaśniej”. Odjadę z pytaniem: „Jaka przyszłość przed diecezja emigrantów?” „Jak potoczy się rozwój tego nagromadzonego bogactwa doświadczeń kościołów z niemal wszystkich części świata tworzących wspólnotę Katolickiego Kościoła na Brooklynie?”
Jedność wszystkich parafii i kapłanów wokół biskupa jest bezsprzeczna. Organizacja księży pracujących w polskim duszpasterstwie działa sprawnie. Brakowało mi jedynie jakichś znaków więzi pomiędzy poszczególnymi, pobliskimi parafiami. Zapewne wielu rzeczy jeszcze nie poznałem.....   Patrzyłem jako „turysta – stażysta”, będąc w jednej z najmniejszych polskich parafii na Brooklynie, z myślami i planami ciągle na innym kontynencie, z ograniczonymi możliwościami porozumiewania się.
I tak to proszę potraktujcie, jako osobiste refleksje nad kościołem dla mnie „znów innym”, a przecież ciągle tym samym: Chrystusowym, katolickim, kościołem uniwersalnym, który im bardziej odkrywam tym bardziej podziwiam.
 
Wasz „koziołek matołek”.